Tagi
środa, 07 grudnia 2011
Koniec długiej przerwy.
Odblokowuję bloga. Za dużo epic rzeczy się znajduje w sieci i w ogóle dzieje na świecie, żeby umykały tak po prostu. Ten blog jest od tego, żeby robić to, w czym moja pamięć zawodzi, czyli przechowywać ciekawe rzeczy. Koniec prywaty raczej, od tego są fejsbuki:) Nie będzie akcji promocyjnej celem przyciągnięcia czytających, bo nie o to chodzi. Ale jak ktoś tu się zaplącze i co ciekawego napisze, to będzie mi tylko miło:) A w tej notce: - debiut Mahesha z Preity (!)
wtorek, 11 października 2011
WFF 2011
Bodajże mój pierwszy (!)WFF, bo poprzednio w Kinotece byłam chyba tylko na spotkaniu z Cz. Mozilem. Krótko o filmach-ku pamięci.
piątek, 11 marca 2011
!@#$%^&*

Tytuł notki nieprzypadkowy. Brak mi słów dla ilości absurdu i głupoty które mnie zalały dzisiejszego wieczoru. Po kolei.

1. Rozprawy na wątku achowym nad botoksem w ciele Szaruka a następnie przyrównywanie go do zmarszczonej rodzynki.

2. To jest nie do opisania: http://w895.wrzuta.pl/film/2uJ5dh9s6YE/zodiacus_-_milosc_jest_wieczna (trzeba skopiować i wkleić w pasek adresów)

Słowa spisane przez L., jakby jeszcze komus umknęły:

Miłość jest wieczna...

Życie to nie tylko wymiana spojrzeń
Czy wybór pomiędzy dobrem a złem
Wydaje się wszystko być w porządku
Lecz w życiu chodzi o coś więcej

Czasem szukamy na świecie złota
A skarb wymyka nam się z rąk
Czasem jeden krok na zawsze zmienia wszystko
I Zodiacus zatacza...
... Zodiacus zatacza magiczny krąg

Gdy miłości w życiu brak wolność nic nie warta jest
Gdy potrzebujesz mnie - tylko miłość ma dziś sens
Nie ma znaczenia, kim jesteś, z kim śpisz
Liczy się tylko miłość, tylko to jest ważne dziś

Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
... Tylko miłość ma dziś sens

Czasem doprowadzamy siebie do łez
I więźniami naszej dumy stajemy się
Czasem łamiemy serca słowami
I dopuszczamy do głosu złość

Czasem trzeba w drzwiach przekręcić klucz
Zostawić wszystko, co dobrze znamy
Przez życie iść zadając pytania
Z życiem oko w oko mierzyć się wysoko

Gdy miłości w życiu brak wolność nic nie warta jest
Gdy potrzebujesz mnie - tylko miłość ma dziś sens
Nie ma znaczenia, kim jesteś, z kim śpisz
Liczy się tylko miłość, tylko to jest ważne dziś

Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna
Tylko miłość ma dziś sens

... Miłość jest wieczna
Miłość jest wieczna - tylko miłość ma sens
Miłość jest wieczna - tylko miłość ma dziś sens

3. http://youcandance.plejada.pl/47,20587,5,ycd_6_exclusive_tego_nie_bylo_w_tv_-_odcinek_2,1,wideo.html (również trzeba skopiować i wkleić w pasek adresów)

4. 

5. Odcinek o Delhi i Amritsarze programu Czas na Indie. Nie będę opisywać, bo to niesmaczne.Kiedyś zalinkuje jak znajdę w sieci.

niedziela, 06 marca 2011
Wreszcie udało nam się...

 

...i organizujemy imprezę indyjską na własną rękę:) Impreze o jakże przewrotnej nazwie- ,,Chilli Dilli" (ciekawe ile osób skuma, że Dilli to Delhi ;p ).

 

Na początku było fajnie- kompletowanie kawałków do playlisty, robienie plakatu. Jednak teraz, kiedy ludzie naprawdę liczą na zabawę jak za czasów BD, zaczyna mnie to przerażać. Zastanawiam się na czym teraz wypada się bardziej skupić-  dalszej promocji eventu czy dumaniem nad tym, co by to jeszcze można zrobić, żeby było dobrze?

Na razie jestem pochłonięta tworzeniem ,,zajawki" naszej imprezy, chociaż idzie mi to niesamowicie ciężko. Oczywiście jak (i o ile) uda mi się ja skończyć, to się nią i tutaj podzielę.

A teraz wrzucę parę perełek odkrytych przy okazji ogarniania teledysków na imprezę.

Khambe Jaise Khadi Hai -Dil

Jak ten Aamir uroczo pląsa:) Muszę wreszcie nadrobić wszystkie jego oldschoole:(


Gori Kalai - Yeh Dillagi

Jakie to śliczne! I Akshay nawet fajny. Zdecydowanie będzie na ekranie:)

Panivizhum Malayil - Meera

Vikram plasający w sianku- cudeńko:)

Na razie starczy, bo jeszcze przez przypadek coś zdradzę:) Mam nadzieję, że zobaczę na imprezie jak najwięcej osób:)

środa, 23 lutego 2011
Mój pierwszy raz...

Na życzenie Jaca wprowadzam tu trochę prywaty, ale tytuł notki nie wiąże się z tym na co liczyłeś, że przeczytasz:)

Zacznę od czegoś, czym L. i G. mi wczoraj zepsuły miłość do Gustava Klimta. No nie mogę teraz normalnie patrzeć na Drzewo życia. Sami zobaczcie, co wychodzi po grzańcu:

dz

dz2

dz3

A najgorsze to, że gapi się bezustannie i ocenia :(

 

poniedziałek, 22 listopada 2010
Pamiętacie?

Na taki pomysł sobie wpadłam jakiś czas temu, zeby poszukać trailerów do filmów dawno już oberzanych/ dobrze znanych. Wróciły wspaniałe wspomnienia"_

Potraficie odebrać te trailery tak, jakbyście jeszcze nie oglądali tych filmów? To fascynujące, przypominają mi się początki, kiedy dopiero odkrywało się kolejne filmy, teledyski, aktorów. Brakuje mi tego:)

Dobór filmów absolutnie tendencyjny:) Kolejność przypadkowa.

Moje ukochane DDLJ.

Nieśmiertelne Veer Zaara.

Jedyny taki oldschool- Darr.

Po prostu- Don.

Chak de!

Dil se < 3

B. fajny trailer kapitalnego filmu - Kaminey.

Matko, jak ja czekałam na ten film. Fanaa

Świetne Rang De Basanti.

O, a myślałam, że nie znajdę Sholaya:)

To były czasy! OSO

KANK:)

Miłe wspomnienie początków - Bunty aur Babli.

Gdyby pomarańczowych spodenek...tj. Gdyby jutra nie było.

Zważywszy na ostatnie wydarzenia nie mogło zabraknąć : Luck By Chance.

Dla tych co jeszcze nie oglądali, no i bo kochamy Bomana - Well Done Miartia Abba:)

Devdas.

Chciałam żeby był Saifu, a przy okazji znów o Farhana zahaczyłam: Dil Chahta Hai.

Ishq! xD

Lagaan.

Omkara.

Wahałam się czy wstawić, bo z niemieckim dubbingiem...;/ Bleh. No ale zawsze. Baazigar <3

K3G aż dwa razy: Raz i dwa.

Kuch kuch:)

Początek nowej jakości w kinematografii indyjskiej... Sinng is Kinng.

No i żeby nie zabrakło Salmana - Salaam-e-ishq.


Przy okazji znalazłam też TO - jednym słowem CZAD:)

Niestety duża część tych trailerów (szczególnie tych starszych) to jedynie zlepki charakterystycznych dla filmu scen bez ładu i składu. Ale i tak się miło wspomina:)

Pominęłam jakieś ciekawe pozycje (oprócz całej filmografii Szaruka:]) ?

środa, 17 listopada 2010
After chasing Don.

No i po wszystkim. Druga najlepsza przygoda życia już za mną (chyba nie muszę mówić o pierwszej, mimo że jej nie opisywałam tu za bardzo).

Kocham Berlin. Polubiłam w lutym, zauroczyłam się w październiku, w listopadzie pokochałam.

Samo miasto oraz to, co ono mi dało.

Nie przypuszczałam, że przyglądanie się planowi zdjęciowemu może być aż tak pasjonujące, choć może w tym przypadku przyczynił się do tego fakt skąd była ekipa, jacy byli ci ludzie (oj kochani!), kto reżyserował film i kto w nim starrował.

O ile jeszcze większa będzie przyjemność z oglądania Dona 2, gdy będziemy śledzić sceny dziejące się w Berlinie doszukując się ujęć kręconych na naszych oczach!

Nigdy nie zapomnę pogawędek z Shahrukhowym staffem, którzy znów okazali się genialnymi, wspaniałymi ludźmi.

Subhash nie mówiący za dużo w inglishu ani w hindi, nie palący ale wychodzący przed hotel podrywać białe laski, mimo, że zmacł nas po dwa razy pod pretekstem huga na do widzenia okazał się prawdomównym sweet dziadziem. xD Za chwilę rozmowy (i wypytywanie co glemie w buzi - myślałyśmy że to paan i chciałyśmy trochę wyłudzić ;>) chciał odwdzięczyć się autografami od swojego szefa. Zgarnął od nas Królewskie zdjęcia i filmy, po czym dogadaliśmy się, że da nam je dopiero wieczorem. Po 10 minutach udało nam się wytłumaczyć mu, że tylko rano możemy się spotkać przed hotelem. Ten upiera się w takim razie, że o 11 da na stuff z powrotem, ale my wiedziałyśmy lepiej o której Szefunio jedzie zazwyczaj na plan:), więc na wszelki wypadek zabrałyśmy filmy, tylko ja zostawiłam mu zdjęcie, które gotowa byłam stracić. Jak się potem okazało, niepotrzebnie się martwiłam, bo podpis jest i to po obu stronach:)

odwrot zdjecia

FOTKA Z PODPISEM

Pan Dior, który okazał się Królewskim ochroniarzem (ale nie takim jak Łysy czy Dziura, tylko takim od myślenia ;>) również był przesympatyczny, mimo groźnego spojrzenia. Docenił polskie fanki na tle tych niemieckich, dając nam pewnien istotny cynk a wcześniej kilka ciekawych informacji odnośnie filmu (niektórzy je uważają za spoiler więc nie powiem).

Panie makijażystki, które serdecznie nam współczuły marznięcia i chętnie by nas ugościły czym się da również zaskarbiły sobie naszą sympatię:)

Pan Laczek przede wszystkim zapisze się w naszej pamięci jako nieoceniony informator i usmiech number one:)

I w końcu przejdę do ważniejszego staffu:)

Pan Om Puri, świetny aktor, niestety albo nie jest duszą towarzystwa albo przytłaczały go tłumy przed hotelem, bo najprzyjemniejsza mina na jaką go stać było, to taka:z omem puri

 

Priyanka okazała się co najmniej dziesięć razy piękniejsza, niż by się wydawało. Normalnie bije od niej poświata. Do tego to bardzo sympatyczna dziewczyna. Dostała ode mnie plusa po tym wyjeździe.

Ali Khan którego miałam dopiero okazję poznać trochę gwiazdorzył, ale w sumie dobrze mi się będzie kojarzył. Nie strzeliłyśmy sobie z nim foty ani nie prosiłyśmy o podpis, co pewnie go zraniło, no ale cóż. Nie jesteśmy Niemkami:)

Boooooooman<3 Cudowny Bomiś! okazał się nie tylko mega przystojnym facetem, to jeszcze przesympatyczym, ujmującym, rozbrajającym, cierpliwym kochanym i w ogóle i w szczególe... Jestem zauroczona tym facetem, mimo, że wzięłam ze sobą wabik na niego, to i tak bez tego zaskarbił by sobie moją sympatię.To nic, że źle napisał moje imię (moja wina, ale kto by poprawnie przy nim przeliterowywał?). Za te spojrzenia, uśmiechy i miny wszystko przebaczę:) Następnym razem jak spotkamy Boskiego trzeba koniecznie zapytać: Gdzie mieszka Boman?!

Farhan Chodzącyseks Akhtar jest naszym nowym uzależnieniem. Baranek na głowie urósł już do imponujących rozmiarów, ale mimo że ja uwielbiam Farhana a'la Karthik 2.0- nie mogłam oprzeć się jego urokowi. To ciałko, ten głos:) I ten szok, gdy okazało się, ze on rzeczywiście pali! Wyobraźcie sobie, że ledwo stoicie na nogach, zmęczeni, licząc na jakieś zbawienie i nagle kilka metrów od Was jakaś niesamowita dupa fajczy szluga z piwkiem w ręku.Świadoma swojej ślepoty niepewnie zakomunikowałam: "Ku*wa....Farhan!". Moje kompanki oczywiście na początku nie uwierzyły, jednak potem wszystkie zgodnie przyłączyły się do powyższej mantry xD Po podejściu odrobinę bliżej stałyśmy już na wyciągnięcie ręki od niego, jednak nie zaczepiając go pozwoliłyśmy spokojnie spalić fajka. Następnie -o dziwo!- ten dał piwo swojemu towarzyszowi i zaczął pozować do fot z fankami, podskakując sobie wesoło- choć zawsze widziałyśmy go poważnego (czarodziejska moc piwka:>). To była jedna z największych niespodzianek wyjazdu:) Aha, no i jego podziękowanie za szaliczek z Polska -spojrzenie prosto w oczy z uśmiechem- bezcenne:)

A Boski- cóż. Nie muszę tak dokładnie opisywać wrażeń z nim związanych, bo tego się nie da zapomieć. To jest poprawka- da się i to łatwo, jednak tym razem nie miałam żadnego blackoutu.

Miło było popatrzeć jak się przygotowuje do kręcenia, rozciąga, podskakuje z zimna, poprawia włoski, wykonuje brawurowe manewry samochodem a następnie truchcikiem przemieszcza do samochodu. Niemiło było zauważyć, że nadal jest śmiertelnie chudy (nie będę wnikała w szczegóły, ale jest źle). Dobrym aspektem jest natomiast to, że tym razem na pewno ma w mózgu na stałe wyryte- 'lubić fanki z Polska' :) Pozostaje mi tylko  mieć nadzieję, że zmądrzeje i nie będzie sie tak przeforsowywał, tylko zadba o swoje zdrowie.

Wspominałam o moim lubym? NIE?! Toż on znów jest cichym bohaterem wyjazdu! Ponieważ Yaseen siedzi sobie teraz w ciepłym Mumbaju, Dziuran musiał przejąć jego wszystkie obowiązki, stając się tym samym memberem staffu no 1., który za zadanie ma zabawianie fanek na róźne sposoby, w szczególności swoim wyglądem ^^, jak również kupowanie pączków, kawy oraz gier na PSP dla Szefa. Nie wspominałam o robieniu zdjęć, wskakiwaniu w biegu do auta i odgradzaniu od Boskiego. Chyba ma coś z Indusa jednak, bo gdy mu tak frywolnie powiedziełam 'hey' ten się uśmiechnął, ale speszył i spieprzył na ładne kilka godzin. Ehhh... znowu musimy wrócić do nieśmiałego kontaktu wzrokowego...Jest jednak coś, co mnie zabolało -oprócz obrączki (moje życie nie ma sensu)- ten bitch perfidnie nas oszukiwał, że nie zna angielskiego, a tu tymczasem mówi płynnie! A może on nie wiedział, że zna angielski?... W sumie go nie zapytałyśmy, a odpowiedź jestem prawie pewna, że brzmiała by 'Ich weiß nicht.'...

Jednak za ten gajerowy look mogę mu wybaczyć.

Podsumowując- genialna przygoda, której wszystkich szczegółów wolałabym jednak nie pisać, ale myślę, że powyższe dowody są wystarczające. Jednak to nie było by to samo, gdyby nie nasz team, który genialnie rozpracowywał zagadki i tajemnice umiejscowienia planu, obecności co poniektórych w Berlinie (^^) i wiele innych, a także wytrwale i z humorem dążył do wyznaczonych celów. Bez Was to nie byłoby to samo. Dzięki:*

Czekam na następny raz.

A propos: Klik;)

edit: Pozdrawiam serdecznie sympatyczne grupy z Warszawy i Krakowa:)

poniedziałek, 08 listopada 2010
Walcząc z tęsknotą...

... za Indiami, Boskim, Farhanem, Dziurą (xD), magluję kawałki kojarzące mi się z najpiękniejszym okresem mojego życia, czyli sierpniem tego roku. Gdyby kiedyś powstała skrócona playlista pt. India 2010, składająca się niekoniecznie z piosenek którege kocham, ale które jak już wspomniałam kojarzą mi się z tym wyjazdem, to zawierałaby ona te kawałki:

Zawsze obecny podczas upojnych nocy zaopatrzonych w liczne liście paanu, a czasem i bhang.

(Nie to żebyśmy lubili, po prostu puszczali to w kółko na każdym kanale TV)

Anjaana Anjaani- Anjaana Anjaani

Niektóre z ww. czynności wymagały odpowiedniego podkładu muzycznego. Były dwie wersje, jednak z absolutnie obiektywnych przyczyn wolimy tę:)

Don- Khaike Paan Banaraswala

Drugi zaraz po Anjaana-a-a-a-a hit telewizyjny, czyli zjawiskowa Malaika i ...no.. ten... Sssalman.

Dabanng - Munni Badnam

Hit stacji radiowych, słyszany w restauracjach, mallach itp.

I Hate Luv Storys- Jab Mila Tu

To teraz czas na hity z filmów, które mieliśmy przyjemność (zazwyczaj przyjemność) zobaczyć w Indiach.

Pierwsze było chyba właśnie Peepli, a to absolutnie najbardziej chwytliwy kawałek z filmu.

Peepli [Live] - Des Mera

Kolejny był Lafangey Parindey, trochę pomyłka, ale wszystkiego trzeba doświadczyć, tym bardziej, ze przynajmniej muzykę ma fajną.

Lafangey Parindey- Dhatad Tatad

Last but not the least- moje ukochane DDLJ. Kocham w nim absolutnie wszystkie piosenki, a po obejrzeniu na ekranie kinowym (i to nie byle gdzie!) to już w ogóle. Ale najbardziej chyba kocham to:

Dilwale Dulhania Le Jayenge - Mehndi Laga ke Rakhna <3

Przed wyjazdem jak zwykle z bliżej nieokreślonego powodu sprawdzałam najnowsze ścieżki dźwiękowe, m.in. z takich hitów jak HouseFull. I tak przymykając już z przyzwyczajenia oko na teledysk niechcący wpadł mi w ucho ten numer:

[Ostrzegam- dużo tańczącego Akshaya i straszna Jacqueline Fernandes, żeby nie było.]

Housefull - Apka Kya Hoga Janabe Aali (Dhanno)

I tak mi to chodziło od czasu do czasu po głowie, aż tu pewnego dnia w Mumbaju komórka chłopaka u którego płaciło się za neta w hostelu zaczęła wydzwaniać coś podobnego, ale jakby oldschoolem zajeżdżającego. Pytam go co to, ten mi coś mówi, ale że ja nieobyta z filmami sprzed około 30 lat cmoknęłam z dezabrobatą. Ten pyta czi mi się to podoba, gdy przytaknęłam zachwycony chciał mi to przesłać przez bluetooth, niestety nasz hindustański fon nie był zaopatrzony w takie gadżety (swoją drogą chłopiec musiał być w szoku: jak to- gori i z taką cegłą?). W każdym razie nie myliłam się, kawałek istnieje i jest ze starego amitabhowego filmu, a prezentuje się tak:

Laawaris - Apne To Jaise Taise

W czasie dłużącej mi się podróży z Amritsaru do Chandigarhu ratowała mnie ta cudowna pieśń:

Baazigar - Yeh Kali Kali

Khandalę bym dodała nawet gdyby nie była obecna na tym wyjeździe (dla zasady), ale oczywiście że była, najpierw kiedy po prostu chwaliłyśmy się znajomym naszymi zdolnościami woklanymi, potem po prostu... po alkoholu.

Ghulam - Aati Kya Khandala

I na koniec przebój wyjazdu, na którego pierwsze dźwięki dostawaliśmy już swego czasu różnego rodzaj spazmów (był WSZĘDZIE!), ale potem już nie dało się go nie pokochać (mimo tego tam w teledysku...yuck!!).

Dabangg- Tere Mast Mast Do Nain

wtorek, 05 października 2010
Już wiem, czemu lubię Jackie Chana.

j

Jackie Chan jest nie tylko super-sprawnym, super źle mówiącym po angielsku, o ogromnym uroku osobistym Chińczykiem, któremu udało się zdobyć ogromną sławę w Hollywood.

Jest największym ambasadorem swojego kraju na świecie, tytanem pracy, człowiekiem szukającym inspiracji u samych korzeni, geniuszem kina akcji, robotem robiącym wszystko przy swoich filmach. Trochę kojarzy mi się z innym równie charyzmatycznym człowiekiem kina ( ;] ), który z resztą sam twierdzi, że Jackiego ogromnie szanuje. [Pokazuje to w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli żartując.]

Skąd mnie naszło? Fajny dokument zobaczyłam. Od teraz jestem fanką.

[Jeśli kojarzycie go tylko z Godzin Szczytu, polecam zobaczyć jego nie-hamerykańskie filmy, np. Pijany Mistrz.]

środa, 29 września 2010
Khaleja OST !!

Nie spodziewałam się kiedykolwiek, że będę tak czekać na cokolwiek związanego z Maheshem, a przede wszystkim, że będę do tego podchodzić bardzo osobiście:)[A odpowiedź na to, dlaczego osobiście jakby ktoś jeszcze nie wiedział: TUTAJ.)

A tu proszę-pojawia się świeżutki, jeszcze ciepły soundtrack do Khalejy a ja rzucam wszystko, zapuszczam muzę i zaraz biorę się za reckę.

[Jac- dzięki, że mi 'zawróciłeś głowę o OST z Maghadeery xD]

No to jazda...

khalejaost

Tracklista:

01 - Sada Siva : Ramesh Vinayagam, Karunya
02 - Bhoom Shakana : Ranjith, Shravana Bhargavi
03 - Pileche : Hema Chandra, Swetha
04 - Makathika : Karthik, Saindavi
05 - Sunday Monday : Hema Chandra, Malavika
06 - Taxi : Ranjith

Co mogę powiedzieć o soundtracku po kilku odsłuchaniach?

Jest trochę nowocześnie i trochę po tradycyjnemu, czyli tak jak lubię:)

Otwierający soundtrack Sada Siva jest chyba moim faworytem spośród wszystkich. Najwięcej tu Indii, rytmu, przy czym kawałek jest prosty i melodyjny. Refrenowe Om Namah Siva Jai Jai Jai... pewnie na dłużej zagości na mych ustach:)

Dlaczego jak tylko zobaczyłam tytuł Bhoom Shakana od razu wiedziałam, że nie polubię kawałka? Mimo całej miłości do mistrza A.R. Rahmana i Bombay Dreams, Shakalaka Baby moim ulubionym kawałkiem nigdy się nie stanie a tu niestety nazwa mi się skojarzyła i niecałkiem chybiłam. Może przesadzam, kawałek fajny, ale za dużo tu rymujących kociaków, czego więcej już chyba nie zniesę:) Bez tego byłoby b. dobrze.

Znany już od paru dni z promosa Pileche jest zdecydowanie jednym z mocniejszych punktów ścieżki. Klimatyczny, ale nie dłużacy się, melodyjny.

Makathika zaczyna się od fajnej gitarki, więc od razu wpadła w ucho:) Owszem, trochę nowoczesny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Fajny wokal, fajny rytm. Poprawia humor.

Sunday Monday bardzo fajnie się zaczyna, jednak w im dalej w las, tym mniej to do mnie przemamwia. Niby nie jest źle, ale jakoś nie robi wrażenia. Fajne są momenty, gdy bardziej bębnią, reszta- odejdzie zapewne niedługo w zapomnienie.

Taxi jest zupełnie elektroniczno-rapowane, ale nie odrzuca. Wokal kojarzy się na początku odrobinę z Sabse Bada Rupaiya z Bluffmastera:).Taki typowy przerywnik przydatny do jakichś przejściowych scen, jednak jestem przekonana, że w filmie zostanie wykorzystany w zupełnie inny sposób, niż to sobie wyobrażam:)

Generalnie soundtrack z Khalejy jest czymś, czego ja (laik) zupełnie bym się nie spodziewała po muzyce z południa Indii. Świeżo, ale nie przekombinowanie. Jedyne czego mi brakuje, to może hit powalający na kolana (jak  Ra ra ra... w którym boskiemu Księciu głosu użyczył sam wspaniały Udit Narayan- to było COŚ xD) Na pewn następne dni będzie królować Khaleja.

A sountrack do pobrania juz u mnie na chomiku.

Polecam, warto:)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5